Piszesz tekst na stronę, wrzucasz wpis na bloga albo uzupełniasz opis produktu i wszystko wygląda nieźle, a mimo to strona nie wchodzi wyżej w Google, a czytelnik ucieka po pierwszym akapicie. Bardzo często problemem nie jest to, czego w tekście brakuje, tylko to, co zostało w nim dorzucone niepotrzebnie. Błędy w tekstach SEO bywają drobne i niewinne z wyglądu, a potrafią kosztować widoczność w wynikach i zaufanie odbiorcy.
Zebraliśmy tu listę rzeczy, które najczęściej psują teksty na stronach, blogach i w opisach produktów – z naszej pracy nad treściami klientów. Przy każdym punkcie znajdziesz to samo: na czym polega błąd, dlaczego szkodzi pod kątem SEO i wrażeń użytkownika (ang. UX) oraz co robić zamiast tego. Bez teorii dla teorii, sami konkretni.
Spis treści
- Emotikony w tekstach SEO – co naprawdę się dzieje
- Brak tekstu alternatywnego ALT albo zły ALT
- Upychanie słów kluczowych (keyword stuffing)
- Kopiowanie treści i duplikaty
- Ściany tekstu bez nagłówków i list
- Długie myślniki i autokorekta
- Złe linkowanie
- Treści z AI bez redakcji
- Lanie wody i frazesy
- CAPS LOCK i nadużywanie pogrubień
- Brak meta title i description albo ich duplikaty
- Polskie znaki i problemy z kodowaniem
- Podsumowanie
- Najczęściej zadawane pytania
Emotikony w tekstach SEO – co naprawdę się dzieje
Krąży mit, że emotikony „psują indeksowanie, bo Google ich nie rozumie”. To nieprawda. Google czyta emotikony bez problemu, nie są też czynnikiem rankingowym, który sam w sobie podbija albo obniża pozycję. Problem jest bardziej praktyczny i właśnie dlatego warto go znać.
Dlaczego to błąd. Po pierwsze, Google potrafi wyciąć emotikonę z tytułu wyświetlanego w wynikach wyszukiwania, a w udokumentowanych testach zdarzało się, że razem z emotikoną znika sąsiednie słowo – czasem akurat to, na którym Ci zależy. Tracisz wtedy frazę w widocznym tytule w SERP. Po drugie, czytniki ekranu odczytują emotikony na głos, na przykład jako „uśmiechnięta buźka” w środku zdania – to realnie psuje dostępność dla osób niewidomych. Po trzecie, na starszych systemach i w niektórych kanałach (feedy produktowe, e-mail) emotikony potrafią się rozsypać w kwadraciki przez problemy z kodowaniem. Do tego dochodzi ton: w komunikacji B2B nadmiar emotikonów wygląda nieprofesjonalnie.
Co robić zamiast tego. W elementach pracujących na SEO – tytułach, nagłówkach, meta opisach, adresach URL i tekstach alternatywnych ALT – emotikony odpuść w całości. W samej treści wpisu możesz ich użyć, ale oszczędnie i świadomie, a nie jako przerywnika co drugie zdanie. Zasada jest prosta: jeśli emotikona ma nieść znaczenie, którego słowo nie odda – zostaje. Jeśli jest tylko ozdobą – leci.
Brak tekstu alternatywnego ALT albo zły ALT
Tekst alternatywny (atrybut ALT) to opis obrazu, który widzą dwie grupy: czytniki ekranu dla osób niewidomych oraz Google, który dzięki niemu rozumie, co jest na grafice. To także źródło ruchu z wyszukiwarki grafik. Tymczasem ALT bywa albo całkiem pomijany, albo wypełniany byle czym.
Dlaczego to błąd. Brak ALT oznacza, że osoba korzystająca z czytnika ekranu nie wie, co jest na zdjęciu, a Google traci kontekst obrazu. Drugi skrajny przypadek to upychanie fraz w ALT, na przykład „okna pcv okna drewniane okna aluminiowe Radom tanio” – to wygląda jak spam i nie pomaga nikomu. Trzeci grzech to zaczynanie od „zdjęcie przedstawiające” albo „grafika pokazująca” – czytnik ekranu i tak już wie, że to obraz, więc powtarzasz informację bez wartości.
Co robić zamiast tego. Pisz ALT zwięźle, kilka do kilkunastu słów, opisując to, co faktycznie jest na obrazie. Jeśli fraza pasuje naturalnie – użyj jej, ale bez naciągania. Przykład dobrego ALT: „biały montażysta wkręca okno PCV w nowym budownictwie”. Obrazy czysto dekoracyjne, które nie niosą treści (tła, ozdobniki), zostaw z pustym atrybutem alt="" – dzięki temu czytnik ekranu je pominie zamiast czytać nieistotną nazwę pliku. Więcej o doborze grafik i fraz piszemy we wpisie o copywritingu pod SEO.
Upychanie słów kluczowych (keyword stuffing)
Upychanie słów kluczowych to wciskanie tej samej frazy w tekst tyle razy, aż przestaje on brzmieć po polsku. Kiedyś działało, dziś jest jednym z najszybszych sposobów na osłabienie strony.
Dlaczego to błąd. Google od dawna rozpoznaje naturalny język i ocenia treść całościowo, a nie po liczbie powtórzeń frazy. Nadmierne nasycenie słowem kluczowym (ang. keyword stuffing) jest wprost wymienione w wytycznych dla webmasterów jako działanie spamowe, które może obniżyć pozycję. Co więcej, taki tekst czyta się fatalnie – „tani hydraulik Radom, jeśli szukasz tani hydraulik Radom, nasz tani hydraulik Radom” odstrasza czytelnika szybciej, niż zdąży zrozumieć ofertę.
Co robić zamiast tego. Pisz dla człowieka, fraza ma pojawić się tam, gdzie wynika to z sensu zdania. Używaj odmian i synonimów, bo Google rozumie, że „okna energooszczędne”, „ciepłe okna” i „okna o niskim współczynniku przenikania” dotyczą tego samego tematu. Zamiast liczyć wystąpienia frazy, zadbaj o to, żeby tekst kompletnie omawiał temat. Naturalne nasycenie wychodzi samo, gdy piszesz merytorycznie.
Kopiowanie treści i duplikaty
Kopiowanie treści to wklejanie cudzego tekstu, opisu od producenta albo powielanie tej samej treści na wielu podstronach własnej witryny. Dotyczy to szczególnie sklepów, gdzie najprościej wziąć opis prosto z karty producenta.
Dlaczego to błąd. Gdy dziesiątki sklepów mają identyczny opis produktu od producenta, Google musi wybrać, którą wersję pokazać – i rzadko będzie to akurat Twoja. Powielony tekst nie buduje przewagi, bo niczym się nie wyróżnia. Kopiowanie cudzych treści to dodatkowo ryzyko prawne. Wewnętrzne duplikaty, czyli ten sam blok tekstu na kilku podstronach, rozmywają sygnały SEO i każą wyszukiwarce zgadywać, która strona jest ważniejsza.
Co robić zamiast tego. Pisz własne opisy, nawet krótkie, ale unikalne i odpowiadające na realne pytania klienta: do czego to pasuje, czym różni się od podobnych produktów, na co zwrócić uwagę. W kartach produktów dodawaj kontekst, którego nie ma producent – zastosowanie, parametry przeliczone na korzyść, częste wątpliwości. Jak robić to sprawnie przy dużej liczbie produktów, rozkładamy w artykule o copywritingu produktowym. Jeśli musisz mieć podobne podstrony (na przykład pod różne miasta), różnicuj treść, a nie tylko podmieniaj nazwę miejscowości.
Ściany tekstu bez nagłówków i list
Ściana tekstu to długi blok bez podziału – brak nagłówków, brak akapitów, brak list. Wygląda jak gęsta tafla liter, którą trudno objąć wzrokiem.
Dlaczego to błąd. Ludzie w internecie skanują tekst wzrokiem, zanim zdecydują się go przeczytać. Bez nagłówków i wypunktowań nie ma się czego złapać, więc odbiorca po prostu zamyka stronę. Dla Google nagłówki H2 i H3 to mapa treści – pomagają zrozumieć strukturę i wyłapać sekcje, które mogą trafić do wyróżnionych wyników. Brak tej struktury utrudnia robotowi zrozumienie, o czym jest dana część strony.
Co robić zamiast tego. Dziel tekst na krótkie akapity, najlepiej po dwa do czterech zdań. Stosuj nagłówki H2 dla głównych sekcji i H3 dla podsekcji, z frazami tam, gdzie to naturalne. Wszędzie, gdzie wymieniasz rzeczy po kolei, używaj list wypunktowanych lub numerowanych. Tam, gdzie porównujesz opcje, dodaj prostą tabelę. Dobra reguła: jeśli na ekranie telefonu widać sam tekst bez żadnego „oddechu” przez kilka przewinięć, popraw strukturę.
Długie myślniki i autokorekta
To pozornie drobiazg, ale na blogu i w opisach potrafi narobić bałaganu. Edytory tekstu i autokorekta lubią automatycznie zamieniać zwykły myślnik na długą pauzę (półpauzę albo pauzę), a przy okazji „poprawiają” cudzysłowy i inne znaki.
Dlaczego to błąd. Długie myślniki bywają traktowane przez różne systemy niespójnie – inaczej wyświetlają się w przeglądarce, inaczej w feedzie produktowym, e-mailu czy panelu. Po wklejeniu treści między narzędziami potrafią zamienić się w nieczytelne znaki, jeśli kodowanie nie jest spójne. Do tego mieszanie różnych typów myślników w jednym tekście wygląda niechlujnie. Autokorekta robi to samo z apostrofami i cudzysłowami, przez co treść traci spójność typograficzną.
Co robić zamiast tego. W tekstach na stronę i bloga trzymaj się jednego, krótkiego myślnika „-„. Wyłącz w edytorze automatyczne zamienianie myślników i cudzysłowów (w popularnych programach to opcja w ustawieniach autokorekty). Po wklejeniu tekstu z innego narzędzia szybko go przejrzyj pod kątem dziwnych znaków. Spójna, prosta typografia czyta się lepiej i nie rozsypuje się przy przenoszeniu między systemami.
Złe linkowanie
Linki to jeden z fundamentów zarówno UX, jak i SEO, a popełnia się przy nich kilka powtarzalnych błędów: linki opisane jako „kliknij tutaj”, odnośniki prowadzące donikąd oraz całkowity brak linkowania wewnętrznego.
Dlaczego to błąd. Tekst odnośnika (ang. anchor) „kliknij tutaj” nie mówi nic ani człowiekowi, ani Google – czytnik ekranu odczyta listę linków jako serię „kliknij tutaj, kliknij tutaj” bez kontekstu, a wyszukiwarka nie wie, czego dotyczy strona docelowa. Linki do nieistniejących stron (błąd 404) frustrują odbiorcę i marnują tak zwany budżet indeksowania. Brak linków wewnętrznych sprawia, że poszczególne podstrony są jak samotne wyspy – użytkownik nie przechodzi dalej, a Google trudniej odkryć i powiązać treści.
Co robić zamiast tego. Opisuj linki konkretnie, tak żeby z samego tekstu odnośnika było wiadomo, dokąd prowadzi, na przykład „zobacz, jak pisać artykuły na bloga„. Regularnie sprawdzaj, czy linki działają, i poprawiaj martwe odnośniki. Linkuj wewnętrznie pomiędzy powiązanymi tekstami, żeby budować logiczną strukturę witryny i prowadzić czytelnika dalej. Linki zewnętrzne kierowane na obce strony warto otwierać w nowej karcie, żeby nie wyrzucać odbiorcy z Twojej witryny.
Treści z AI bez redakcji
Sztuczna inteligencja potrafi przyspieszyć pisanie, ale wklejenie surowego tekstu z modelu prosto na stronę, bez przeczytania i poprawienia, to dziś jeden z częstszych błędów.
Dlaczego to błąd. Surowy tekst z AI zostawia charakterystyczne ślady: powtarzalne zwroty w stylu „w dzisiejszym dynamicznym świecie”, nadużywanie słów „ponadto” i „warto zauważyć”, listy, w których wszystko jest równie ważne, oraz ogólniki bez konkretu. Gorsze są halucynacje, czyli pewnie brzmiące, ale zmyślone fakty, liczby czy źródła. Google nie karze treści tylko za to, że powstała z pomocą AI, ale wprost obniża wartość treści tworzonych masowo, bez wartości dla użytkownika. A zmyślona statystyka w tekście firmowym to ryzyko utraty wiarygodności.
Co robić zamiast tego. Traktuj AI jako pomoc przy szkicu, nie jako autora publikacji. Każdy tekst przeczytaj, wytnij ogólniki, dodaj własne przykłady, dane i ton marki. Sprawdzaj każdą liczbę, nazwę i źródło, zanim je opublikujesz – jeśli czegoś nie da się potwierdzić, lepiej to usunąć niż zgadywać. Dopisz konkrety, których model nie zna: Twoje doświadczenia, realne przypadki, lokalny kontekst. Cel jest prosty: po redakcji tekst ma brzmieć jak napisany przez człowieka, który zna temat.
Lanie wody i frazesy
Lanie wody to wypełnianie tekstu zdaniami, które nic nie wnoszą. Najczęstsze otwarcia tego typu to „w dzisiejszych czasach”, „żyjemy w świecie, w którym” czy „nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak ważny jest marketing”.
Dlaczego to błąd. Czytelnik wchodzi po konkret, a dostaje akapit, który mógłby pasować do dowolnej branży i niczego nie mówi. To podnosi współczynnik odrzuceń – ludzie wychodzą, zanim dojdą do sedna. Z punktu widzenia SEO rozwlekły, pusty tekst rozcieńcza temat i utrudnia Google ustalenie, na jakie pytanie odpowiada strona. Frazesy obniżają też postrzeganą kompetencję marki.
Co robić zamiast tego. Zaczynaj od konkretu i wchodź w temat od pierwszego zdania. Zamień ogólniki na liczby, przykłady i konkretne sytuacje, na przykład zamiast „skracamy czas obsługi” napisz „odpowiadamy na zapytanie w ciągu kilku godzin w dni robocze”. Po napisaniu zrób przegląd i wytnij każde zdanie, które można usunąć bez straty dla sensu. Jeśli akapit pasowałby do dowolnej firmy, nie jest jeszcze gotowy.
CAPS LOCK i nadużywanie pogrubień
Pisanie WIELKIMI LITERAMI dla podkreślenia oraz pogrubianie połowy akapitu to próba krzyku w tekście, która zwykle przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.
Dlaczego to błąd. Tekst pisany w całości wersalikami czyta się wolniej, bo mózg rozpoznaje wyrazy po ich kształcie, a wielkie litery ten kształt wyrównują. Czytniki ekranu potrafią odczytywać wyrazy zapisane wersalikami litera po literze, jak skróty – co psuje dostępność. Gdy pogrubisz niemal wszystko, nie wyróżniasz już niczego: skoro ważne jest całe zdanie, oko nie wie, na czym się zatrzymać. Nadmiar wyróżnień kojarzy się też z agresywną, nachalną reklamą.
Co robić zamiast tego. Wielkich liter używaj tylko zgodnie z zasadami pisowni, a nie do podkreślania. Pogrubiaj oszczędnie – pojedyncze kluczowe słowa albo jedno zdanie na sekcję, tak żeby czytelnik skanujący stronę wyłapał z pogrubień najważniejszy sens. Jeśli chcesz coś mocno zaakcentować, lepiej zadziała osobny akapit, lista albo wyróżniony cytat niż krzyk wersalikami.
Brak meta title i description albo ich duplikaty
Tytuł SEO (meta title) i opis (meta description) to tekst, który Google pokazuje w wynikach wyszukiwania. Bywa, że są puste, automatycznie wygenerowane albo identyczne na wielu podstronach.
Dlaczego to błąd. Gdy nie ustawisz tytułu i opisu, Google wybierze fragment strony sam – często nietrafiony i bez frazy. Duplikaty meta na wielu podstronach utrudniają wyszukiwarce odróżnienie podstron i osłabiają je nawzajem. Słaby albo brakujący opis to też niższa klikalność z wyników, bo nic nie zachęca do wejścia, nawet gdy strona jest wysoko.
Co robić zamiast tego. Dla każdej ważnej podstrony napisz unikalny tytuł SEO (orientacyjnie do około 60 znaków, z główną frazą blisko początku) oraz opis (orientacyjnie 120-158 znaków, z frazą i zachętą do kliknięcia). Pisz konkretnie i pod intencję wyszukiwania, a nie hasłowo. Unikaj emotikonów w tych polach z powodów opisanych wyżej. Jeśli stron jest dużo, ustal czytelny schemat tytułów, ale pilnuj, żeby każdy był realnie inny.
Polskie znaki i problemy z kodowaniem
Ostatni, często lekceważony błąd to niepoprawne polskie znaki diakrytyczne: pisanie „moge” zamiast „mogę”, „wlasnie” zamiast „właśnie” albo znaki rozsypane w kwadraciki czy dziwne symbole po przeniesieniu tekstu między systemami.
Dlaczego to błąd. Tekst bez polskich znaków albo z rozsypanymi znakami wygląda nieprofesjonalnie i podważa zaufanie do firmy. Frazy bez ogonków to też inne słowa dla wyszukiwarki – choć Google sobie z tym częściowo radzi, lepiej nie zostawiać tego przypadkowi, zwłaszcza w tytułach i meta. Rozsypane znaki najczęściej biorą się z niespójnego kodowania (treść powinna być w UTF-8) lub z kopiowania między narzędziami.
Co robić zamiast tego. Pisz pełną, poprawną polszczyzną z diakrytykami wszędzie – w treści, nagłówkach, meta i tekstach ALT. Upewnij się, że strona i baza działają na kodowaniu UTF-8. Po wklejeniu treści z zewnętrznego narzędzia przejrzyj ją pod kątem rozsypanych znaków i popraw, zanim opublikujesz. To detal, ale właśnie po detalach odbiorca ocenia rzetelność.
Podsumowanie
Większość błędów w tekstach SEO nie wynika z braku wiedzy, tylko z pośpiechu i przyzwyczajeń: skopiowany opis od producenta, emotikona w tytule, ściana tekstu, surowy fragment z AI albo długie myślniki wklejone z edytora. Każdy z tych punktów da się naprawić w kilka minut, a razem robią różnicę – i dla pozycji w Google, i dla człowieka, który czyta. Dobra treść to nie tylko to, co dopiszesz, ale też to, czego świadomie nie wpiszesz.
Jako zespół, który na co dzień pisze i redaguje treści na strony, blogi oraz karty produktów klientów, w Social Plan zaczynamy właśnie od wyłapania tych drobnych błędów, bo to one najczęściej trzymają stronę w miejscu. Jeśli chcesz, żeby ktoś przejrzał Twoje teksty i powiedział wprost, co poprawić, napisz do nas – a pełną listę tego, czym się zajmujemy, znajdziesz w naszych usługach. Jeśli dopiero zabierasz się za pisanie, zacznij od wpisu o copywritingu pod SEO, a praktyczne wskazówki znajdziesz też w artykule o tym, jak pisać artykuły na bloga.
Najczęściej zadawane pytania
Czy emotikony szkodzą SEO?
Same emotikony nie są czynnikiem rankingowym i nie blokują indeksowania – Google je czyta. Problem jest praktyczny: Google potrafi wyciąć emotikonę z tytułu w wynikach, czasem razem z sąsiednim słowem kluczowym, czytniki ekranu odczytują je na głos, a w feedach i e-mailu bywają problemy z kodowaniem. Dlatego w tytułach, nagłówkach, meta, URL i ALT lepiej ich nie używać, a w treści tylko oszczędnie.
Jak napisać dobry tekst alternatywny ALT?
Opisz zwięźle, kilka do kilkunastu słów, co faktycznie jest na obrazie, i wpleć frazę tylko jeśli pasuje naturalnie. Nie zaczynaj od „zdjęcie przedstawiające” i nie upychaj słów kluczowych. Obrazy czysto dekoracyjne zostaw z pustym atrybutem alt=””, żeby czytnik ekranu je pominął.
Ile razy powtórzyć słowo kluczowe w tekście?
Nie ma magicznej liczby i nie warto ich liczyć. Pisz naturalnie, używaj odmian i synonimów, a fraza pojawi się sama tam, gdzie wynika to z sensu. Upychanie tej samej frazy (keyword stuffing) jest traktowane jako spam i może obniżyć pozycję, a do tego psuje czytelność.
Czy mogę użyć opisu produktu od producenta?
Lepiej nie kopiować go w całości. Identyczny opis ma wiele sklepów, więc nie wyróżnia Twojej strony, a Google rzadko pokaże akurat ją. Napisz własny opis, nawet krótki, z kontekstem, którego nie ma producent: zastosowanie, różnice wobec podobnych produktów i częste wątpliwości klienta.
Czy Google karze teksty pisane przez AI?
Nie za samo użycie AI. Google obniża wartość treści tworzonych masowo i bez korzyści dla użytkownika. Tekst z AI trzeba przeczytać, usunąć ogólniki i ślady, dodać własne przykłady oraz sprawdzić każdą liczbę i źródło, bo modele potrafią zmyślać fakty.
Dlaczego mam używać krótkich myślników zamiast długich?
Długie myślniki (pauzy) bywają niespójnie wyświetlane w różnych systemach, a przy przenoszeniu treści między narzędziami potrafią zamienić się w nieczytelne znaki przy złym kodowaniu. Jeden krótki myślnik „-” jest bezpieczny i spójny. Warto wyłączyć w edytorze autokorektę, która sama zamienia myślniki i cudzysłowy.